Jak przygotować dziecko do wizyty u lekarza?

Jak przygotować dziecko do wizyty u lekarza?

Jako mama trójki małych dzieci często korzystam z porad wielu lekarzy specjalistów, nie raz pobieraliśmy krew, zakrapialiśmy oczy i uczestniczyliśmy w innych nieprzyjemnych badaniach. Zawsze jednak moje dzieci reagowały na lekarzy spokojnie. Nawet jak miało boleć, szczypać i kłuć, a zabieg miał się odbyć beze mnie w pobliżu.

W takich wypadkach wyznaję zasadę, że trzeba mówić dzieciom prawdę. Dziecko uprzedzone, że żel przy badaniu USG będzie zimny lub że za chwilę pani pielęgniarka wykona wkłucie igłą, ma chwilę, żeby psychicznie przygotować się na nieprzyjemne uczucie. Dzięki temu pojawiający się ból nie jest niemiłym zaskoczeniem, nie wprowadza traumy i złych skojarzeń. Takich, które powodują, że następnym razem mały człowiek instynktownie unika kontaktu z lekarzem, nie chce z nim współpracować i wpada w histeryczny płacz.

medical-563427_1280

Uprzedzając wcześniej moje dzieci o planowanych wizytach lub badaniach, nigdy nie miałam większych problemów z ich zachowaniem, a kontakt z lekarzem przebiegał spokojnie. Większość zabiegów – pobieranie krwi, zakrapianie oczu, wycinanie migdałków – moje dzieci dzięki temu przechodziły w miarę spokojnie. Chłopcy dzielnie stawiali czoła wszystkim strasznym aparaturom i przyrządom, a wizyta u dentysty lub okulisty zakończona wręczeniem prezentu w postaci lizaka, skutkowała tym, że dziecko kojarzyło ją pozytywnie. 

Czasem jednak pojawiały się łzy jak pani pielęgniarka cisnęła z paluszka krew bez opamiętania albo zakropiła dziecku oko znienacka, że bardziej wystraszyło się tego ataku na swoje oko niż samego zakrapiania. Niestety wciąż można spotkać lekarzy bez empatii czy pielęgniarki w gabinetach bez umiejętności odpowiedniego podejścia do dzieci.

Dlatego niekiedy wiele zależy od samego lekarza. Czy umie rozmawiać z dziećmi i czy ma chęć, żeby je oswoić ze sobą i z gabinetem. Mój średni syn podczas wizyty u stomatologa długo nie dawał się przekonać do wejścia na fotel. Trochę moja była w tym wina, bo choć uprzedziłam go o tym, że będzie borowanie i wiercenie, to nie pomyślałam, że widok gabinetu sprawi, że dziecko się wystraszy. Leczył już wcześniej zęby, więc uważałam, że nie będzie problemu. A tymczasem młody człowiek z dziurą w zębie zaparł się przed wejściem na fotel. Dzięki dentystce, która miała tyle cierpliwości, żeby pokazać mu każde wiertełko, potrzymać lusterko i pozwolić wyssać ssakiem wodę z kubeczka, udało się małego namówić na zabieg. Na koniec otrzymał kalendarz, na który musiał przyklejać naklejki po każdym szczotkowaniu zębów, co czynił bardzo skrupulatnie. Gdybym jednak przez wizytą przypomniała mu szczegółowo jak wygląda gabinet, to może wszystko poszłoby sprawniej. 

Tak było z moim najstarszym synem. Miał zaplanowane wycięcie migdałków. Tuż przed zaczęłam przeglądać internet, żeby się dowiedzieć jak taki zabieg wygląda. Okazało się, że przeprowadza się go w pełnym znieczuleniu i że dziecko jedzie na salę operacyjną na wpół świadome, po tzw. “głupim Jasiu”. Ale najważniejsze, że bez mamy! A mój syn miał wtedy 4 lata. Bałam się, że będzie płacz, panika i ogólne przerażenie. Zastanawiałam się, jak go przygotować do tego momentu, w którym przejmie go personel medyczny i zostanie już sam. Otworzyłam internet i znalazłam zdjęcia sali operacyjnej z lekarzami w maskach, z tymi dużymi lampami nad łóżkiem operacyjnym i zielonymi kafelkami. Wzięłam moje dziecko na kolana i oglądaliśmy te zdjęcia dłuższą chwilę, pokazałam synkowi wszystkie szczegóły i, najważniejsze, powiedziałam mu, że będzie tam beze mnie. Przyjął to do wiadomości, potem jeszcze kilkakrotnie omówiliśmy przebieg wydarzeń i nadszedł ten dzień. W momencie jak wyjeżdżał na zabieg w towarzystwie pielęgniarek, leżał spokojnie, nie panikował i nie płakał. Potem usłyszałam od personelu, że dawno nie było tak bezproblemowego dziecka, a on opowiadał, że było dokładnie tak jak na zdjęciach z internetu.

sala operacyjan

Z kolei kiedy mój średni syn uszkodził sobie palca, o czym pisałam tu, nie dał nam jego opatrzyć. Paznokieć sterczał wyrwany, a mały krzyczał i wyrywał się. Bałam się, że nie da tego palca opatrzyć lekarzowi, więc  po drodze na ostry dyżur wykorzystałam okazję, żeby z nim porozmawiać:

– Posłuchaj, jak będziemy u lekarza postaraj się zachowywać spokojnie. Musisz jemu zaufać. Tato czy ja nie znamy się może na opatrzeniu twojego paluszka, ale lekarz się zna i na pewno ci pomoże. Tylko nie możesz się tak wyrywać i krzyczeć, bo będzie mu trudno ci pomóc. To może trochę boleć, szczypać, piec, ale czasem trzeba być twardzielem, zacisnąć zęby i to wytrzymać. Po prostu jak lekarz cię poprosi, to pokaż mu paluszek, a on go opatrzy. Pewnie trzeba będzie obciąć paznokieć, może trochę to będzie bolało, może dadzą ci jakiś zastrzyk znieczulający… – głośno się zastanawiałam, ale chyba przesadziłam, bo synek zareagował dość nerwowo.
– Nieeee….. ja nie chcę zastrzyków!!!
– Przecież już nie raz miałeś pobieraną krew i wiesz, że to tylko na początku trochę kłuje. A jak lekarz poda ci ten zastrzyk, to nie będzie bolało! – argument podziałał.

Mój syn ze łzami w oczach podał lekarzowi rękę, nie wyrywał jej i leżał spokojnie. Za to zdziwiła mnie reakcja pielęgniarki, która przy dziecku prychała i wykrzywiała się patrząc na oberwanego paznokcia. Widok rzeczywiście nie był przyjemny, ale niestety mały od razu się rozpłakał, kiedy usłyszał ten komentarz.

Dlatego ważne jest jak i my się zachowujemy przy dziecku, czy panikujemy i lamentujemy wniebogłosy, wzbudzając dodatkowy niepokój. Nie bez przyczyny mówi się, że przy różnych wypadkach trzeba zachować zimną krew i spokój. Wtedy i nasze dziecko będzie mniej wystraszone.

Czasem warto w takich sytuacjach skorzystać z książeczek edukacyjnych dla dzieci. Bardzo lubimy serię “Mądra mysz”, w której ukazały się opowiadania o zawodach pod tytułem “Mam przyjaciela….”. Było tam o dentyście, ratowniku medycznym i pielęgniarce, gdzie dokładnie opisane są miejsca pracy, czyli szpital i gabinet, różne zabiegi i przyrządy medyczne, a także co się dzieje, kiedy wydarzy się wypadek. Są też książeczki z tej samej serii o Zuzi, która np. idzie do lekarza. Książeczki są tanie, kolorowe i przede wszystkim zawierają wiele bardzo technicznych szczegółów i profesjonalnych nazw.

Odsyłam was też na stronę www.mamapsycholog.pl, która dzisiejszym tekstem zainspirowała mnie do podzielenia się z Wami swoimi doświadczeniami. Również tam znajdziecie porady, które sprawią, że wizyty u lekarzy (oby było ich jak najmniej) będą mniej stresujące zarówno dla Waszych dzieci, jak i dla Was samych.

 

Podziel się:
  • Kilka bardzo przydatnych porad aby wizyta u lekarza z dzieckiem była przyjazna.

    • domnaglowie

      Mam nadzieję, że komuś się przydały!